T: ciąg liter
ocena, ciągła ocena.
czuję tylko na sobie wzrok ludzi spotykanych w każdym dniu mojego życia, lustrujących każde moje zachowanie, spojrzenie, gest i oceniających mnie według rzeczy, które chcą widzieć.
oceniają mnie ludzie mi najbliżsi. jest coraz więcej problemów, niedomówień, następnie jawnie postawionych zarzutów.
"zmieniłaś swoje zachowanie", "przy jednych zachowujesz się tak, a przy drugich tak", "przystosowujesz się do innych"
nie potrafię tego wyjaśnić. czuję, że nikt nie zna całej mnie, że ja sama jeszcze nie wiem na co mnie stać.
wczoraj po pijaku pisałam w dzienniku mojej przyjaciółki swoje myśli. czułam się cudownie uwolniona. znów wiedziałam, że moim przeznaczeniem jest pić i uszczęśliwiać cały świat..
gdy rano obudziłam się, z potwornym kacem, zobaczyłam znowu te szare schematy powtarzane przez codzienność do bólu... nie chcę żyć więcej w tej zamkniętej machinie. chcę się wyrwać, chcę odkryć coś, czego nie odkrył dotąd nikt!
moje życie jest beznadziejne, ja jestem beznadziejna... sama nie jestem przekonana, czy ktokolwiek mnie zna, czy ktokolwiek mnie rozumie..
... i chyba nigdy nikt nie zrozumie...
2007-02-03 // 13:10:55
skomentuj (2)
T: Czasu coraz mniej..
Nie znam człowieka, który miałby jeszcze bardziej słabszą wolę, niż ja. Jestem prawdziwym fenomenem dla siebie samej, a – nie wątpię – także dla naukowców, którzy z pewnością kiedyś będą mnie badać (mało to mam cech, które są wprost abstrakcyjne i zupełnie nielogiczne?). Wyznaczam sobie cel, który ma mi pomóc odzyskać utraconą przed laty wiarę w siebie. Na początku dążę do zrealizowania go z całych sił, ukierunkowując siebie tylko i wyłącznie na tejże linii. Udaje mi się to przez pierwsze dni i już, gdy jestem tak zadowolona z siebie, nagle w jednej sekundzie potrafię wszystko zepsuć, zniszczyć, pogrążyć w jeszcze gorszym stanie, niż tym od którego zaczynałam. Kończy się moja motywacja, kończą wewnętrzne zachęty. Ponownie pozostaję sama, skazując siebie na otępienie, zrozpaczenie, a w następnej kolejności znużenie. Wiele razy próbowałam to zmienić, lecz z każdą próbą wygląda to coraz gorzej. Dokładnie tak jak teraz.
Coś jednak pchnęło mnie do odwiedzenia tego bloga, napisania notki o swoich wewnętrznych rozterkach i problemach. Wszystko to brzmi tak oklepanie i tak banalnie.. ale pomaga wyrzucić z siebie te najgorsze przywary i spojrzeć na swoje życie z punktu widzenia trzeciej osoby. Czy to naprawdę ja? To ja potrafię zachowywać się w tak arogancki sposób? To ja popełniam tyle błędów, widząc już wcześniej ich konsekwencje, ale nie chcąc ich przyjąć do świadomości? Ile jeszcze razy będę skazana na tego typu sytuacje?
Czuję się delikatnie bardziej dojrzała, ale zaczynam zastanawiać się, czy w dalszych kolejach losu wyjdzie mi to na dobre. Czy nie uważacie, że straciłam część swojego młodzieńczego zapału? Czy nie przygasłam nieco w próbach opisywania, czy moje historie nie upodabniają się do historii tysięcy innych? Czy w moich zdaniach nie znajduje się mniej emocji wywołanych chwilą? W końcu: czy jest to dobry czy zły znak?
Muszę chyba obecnie skoncentrować się na innych problemach niż na swoich własnych. Muszę, bo inaczej zagłębię się w tej studni bez dna, tracąc czas na naprawdę istotne sprawy.
Teraz, całkiem niedawno, zdałam sobie sprawę, że straconego czasu w młodości nie nadrobię już nigdy. A uświadomiła mi to moja Mama, która z chęcią by do tychże czasów wróciła. Ale już nie może.
I ja też nie będę mogła.
2006-11-29 // 15:25:59
skomentuj (1)
Piszesz?
Blog.pl